Macierzyństwo

Podróżowanie z małym dzieckiem. Nasze za i przeciw.

Wiosna w końcu przyszła. Zaczyna się planowanie wyjazdów i wycieczek.

Powinno się podróżować z dzieckiem, bo świetnie wpływa to na jego rozwój ( O tym tutaj). Jednak im jest młodsze i mniej świadome, a bardziej wrażliwe na jakiekolwiek zmiany, tym sprawa jest bardziej dyskusyjna… Na pewno zależy to od charakteru naszej pociechy. To wielkie logistyczne przedsięwzięcie. Z dzieckiem w każdym wieku napotkamy różne utrudnienia:

  • Upchnięcie w torby, a później w samochód miliard ,,potrzebnych” rzeczy:  stosu pieluch, ubrań w razie zmiany pogody czy ubrudzenia, chusteczek, przekąsek, napojów, zabawek, kocyków, kremików…
  • W miarę spokojne ogarnięcie siebie i innych, by wyjść sprawnie  z domu i w końcu wyruszyć, w drogę.
  • Opanowanie temperamentu dziecka i swojej presji, by najlepiej wykorzystać wyjazd.

Każdy na pewno ma swoją listę plusów i minusów tej formy spędzania czasu.

My na razie wiemy, jak to jest z półroczniakiem i roczniakiem. Nie wyjeżdżamy zbyt często. Jest to dla nas dość wyczerpujące, więc nie robimy niczego na siłę. Tak małe dziecko nie nauczy się więcej z wyjazdu niż z rutynowego dnia. To raczej atrakcja i urozmaicenie, a ono i tak woli swój przewidywalny rozkład doby.

To nie znaczy, że jestem przeciwnikiem zabierania dziecka na wycieczki. Jeśli dobrze na nie reaguje, to zazdroszczę Ci Rodzicu.

Od roku niezmiennie najmniej przyjemną częścią podróży z Antosią jest jazda samochodem. Niektórzy rodzice wiedzą, że dziecko uśnie i mogą spokojnie jechać. My wiemy  na pewno, że będzie płacz. Zagadką jest tylko, kiedy. Na autostradzie? Czy może szloch nie do opanowania nastąpi chwilę przed dojechaniem na miejsce?

W ten weekend poniosło nas do Wrocławia.

Tosia marudziła praktycznie całą drogę, by pół godziny przed metą rozpłakać się na dobre… Po postoju i karmieniu zasnęła w foteliku. Oczywiście obudziła się, gdy wkładaliśmy ją do wózka. Później nie było kiedy spać, więc tego dnia jej drzemka wynosiła 20 minut.

To kolejny minus w naszych podróżach – brak warunków do zaśnięcia Antosi (czyli ramion mamy) i co za tym idzie – za mała ilość snu. Wiadomo jakie jest niewyspane dziecko…

Samo poruszanie się po mieście w wózku nie jest problemem. Tosia jest zainteresowana wszystkim dookoła i zaczepia ludzi uśmiechami. Spacery w nowych i ruchliwych miejscach są dla niej ciekawsze niż te w znanym już rodzinnym mieście.

Nawet w restauracji potrafi grzecznie wysiedzieć i zajadać ,,zdrową” frytkę.

Co do kwestii poruszania się – Mamy wiele rozwiązań – wózek, nosidło, chusta.

W miejscach takich jak Afrykarium, które gorąco polecam, zdecydowanie lepiej wybrać te dwie ostatnie opcje. Przepychanie się tam wózkiem jest uciążliwe, a stanie w kolejkach do wind zabiera czas.

Chusta i nosidło są też idealne na wyjazd w góry. Tak nam się wydawało. Z pięciomiesięczną Tosią pojechaliśmy w Pieniny.

Zaplanowaliśmy trasy, gdzie można pojechać wózkiem, a w inne mieliśmy wybrać się z dzieckiem w chuście. Wózkowe opcje – choć Antonina nie wytrzymywała w nim długo -skończyły się po trzech dniach. Upały przeplatały się z deszczem. Nad pobliskim jeziorem dziecku się nudziło i ku radości wszystkich płakało najgłośniej, jak się da…  Nie pozwoliła nam zawiązać się w chustę. Wyrywała się i płakała. Zniechęceni poddaliśmy się ( Na szczęście po miesiącu cieszyliśmy się już chustonoszeniem). Nie wyruszyliśmy na żaden szlak. Jak można się domyślić wyjazd raczej nie spełnił swojej roli…

 

Ze snem było trochę lepiej niż teraz. Mając pół roku, Maleńka więcej spała w ciągu dnia. Nie obyło się bez awantur w trakcie jazdy samochodem, ale w drodze powrotnej np. przespała nam trzy godziny. Zrelaksowałam się wtedy jak w Spa.

Miesiąc później pojechaliśmy na wesele w świętokrzyskie… (mieszkamy w łódzkim).

Podróż wyglądała podobnie do opisywanych wyżej. W nowym miejscu Tosia była niespokojna. Noc zniosła kiepsko, samo wesele też. Najlepiej się czuła w rękach Cioć, więc chociaż poznała się z Rodziną.

 

Radość na twarzy dziecka, kiedy widzi coś nowego i interesującego  (jak na przykład rekiny i płaszczki w Oceanarium ), jest największym argumentem za tym, by zabierać je w podróże. Wyczuwa ono też z pewnością, że rodzice są jacyś bardziej zadowoleni… o ile uda im się podejść do wyjazdu na luzie.

 

Przed nami wakacje. Jeszcze nie wiemy gdzie się wybierzemy. Zbieramy siły i powoli coś planujemy.

 

Może ktoś podeśle nam jakieś pomysły?

Jakie są Wasze znienawidzone punkty wycieczek z dziećmi, a za co kochacie wspólne podróżowanie?

Przypominacie sobie najgorsze i najpiękniejsze wakacje z Waszymi maluchami?

 

Edit: ,,Jest nadzieja. Porównanie wakacji z dzieckiem 5 i 16 miesięcznym”

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.