Macierzyństwo

Gdy dziecko jest chore, wszystko się zmienia. Mamoza

Kolejny ząb postanowił, że lada dzień przebije się na ten świat i dokucza. Do tego pojawiła się gorączka i pewnie jakieś zapalenie gardła.

Dzisiejszy dzień ,,wszedł mi w bicepsy”. Zdecydowanie czuję, że mam te mięśnie.

W przerwach od leżenia z Tosią na brzuchu, robiłam wszystko trzymając ją na rękach. Gotowałam, robiłam kawę, jadłam, ogarniałam mieszkanie, myłam się… czułam, jakbym cofnęła się w czasie.

Choroba zamieniła ją w dziecko, które jeszcze bardziej potrzebuje bliskości mamy i przykleja się do niej na cały dzień ( tak zwana ,,Mamoza” ).

Co się dzieje, gdy nasze dziecko choruje?

I piszę o ,,zwykłej” infekcji czy ząbkowaniu. Nie chcę nawet myśleć, co czują i jak funkcjonują Rodzice dzieci chorujących przez całe życie… Jesteście bohaterami!

Cały świat się dla nas zatrzymuje. Zmieniają się priorytety. Myślimy głównie o zdrowiu  dziecka

Zaczynają się wyrzuty sumienia: ,,Raz zapomniałam podać witaminę D, wczoraj ubrałam ją za cienko, a przedwczoraj może się przegrzała… Za mało je, za mało się staram z gotowaniem dla niej…” i tak bez końca.

Zastanawiamy się, czy zbijać temperaturę i kiedy iść do lekarza.

Czy zbijać gorączkę?

Niczego nikomu nie doradzam. Każdy ma swoją intuicję – my czekamy długo, schładzamy przez kontakt skóra do skóry i okłady na stópki. Obserwujemy zachowanie Tosi. Pamiętajmy, że gorączka to naturalna broń uniemożliwiająca rozwój chorobie. Do lekarza na pewno trzeba się wybrać, gdy stan się przedłuża i pogarsza – pojawia się np. kaszel.

 

Zmieniamy plany i dostosowujemy je do marudnego pacjenta.

W domu jest bałagan, a jeśli jakimś cudem powstanie obiad, to nie smakuje, a już na pewno nie wygląda rewelacyjnie.

Jeśli jesteśmy przy jedzeniu… szkrab nie ma apetytu i odwraca głowę od ukochanych potraw.

Co podawać do jedzenia choremu dziecku?

Ma wtedy swoje prawa. Może jeść paluszki do woli. Dostaje kakao lub kakałko ( Choć uwaga z nabiałem, który zwiększa produkcję śluzu ).

Nie przejmujemy się wtedy zasadami ( o nich tutaj ). Rozpieszczamy malucha tym, na co ma ochotę ( raczej nie ma zagrożenia, że zje za dużo czegoś niezdrowego). Jednak musi jeść też posiłki odżywcze i lekkostrawne, żeby organizm mógł walczyć z chorobą. Znów czas na naszą kreatywność…

Najlepsza opcja to kasza jaglana, ryż, owsianka z gotowanymi/duszonymi warzywami – dynia, marchewka lub owocami, np. bananem. Unikamy surowych owoców i warzyw. Przed sięgnięciem po leki, warto zacząć od domowych sposobów i podawać sok z czarnego bzu czy miód ( ale po roku ! ), np. z mniszka lekarskiego.

Woda obowiązkowo.

Nas znów ratuje mleko mamy – zawsze jest na nie apetyt. Możemy mniej martwić się o odwodnienie i osłabienie (Kolejny dowód na to, że warto karmić piersią po roku. W razie choroby, gdy dziecku brakuje apetytu, znajdziemy w nim lekarstwo, jakim jest mnóstwo substancji odżywczych).

To magiczny czas, gdzie cała rodzina zwalnia tempo… i leniuchuje.

Zabawki leżą porzucone.

A mama? Cóż, nawet nie znajduje czasu, żeby się uczesać i wygląda w te dni jak zombie. Na szczęście nie ma kiedy zbytnio się nad tym rozczulać. 

 

 

Aby dostawać powiadomienia o nowych wpisach, subskrybuj bloga ( przycisk po prawej stronie). Możesz też polubić moją stronę na Facebooku  i śledzić mnie i Tosię na instagramie.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.