Zdrowe odżywianie

Jak wychować smakosza, a nie niejadka? Sposoby na to, by Twoje dziecko jadło i miało dobre nawyki żywieniowe już od początku rozszerzania diety.

Nie można się dziwić, że kwestia żywienia dzieci jest dla świadomych rodziców stresująca.

Od tego, czy dostarcza sobie ono z jedzeniem odpowiednich składników zależy zdrowie – psychiczne i fizyczne – oraz prawidłowy rozwój.

Złe odżywienie organizmu powoduje  słabą odporność,  zły humor, ospałość, ociężałość ( ale też nadpobudliwość ), rozdrażnienie, gorsze zachowanie dziecka, kłopoty ze snem i nauką. Zmniejsza sprawność mózgu i mięśni.

Jest to element, który możemy kontrolować. Bardziej niż inne wpływy środowiska.

 

Często popełnianym błędem jest uczenie dzieci podjadania. Chrupki i ,,kinderki” sypią się na każdym kroku.

 

U najmłodszych, którzy jeszcze nie mają skłonności do przejadania się, bywa tak, że jeśli najedzą się zapychaczy ( bułka pszenna też nim jest ), to nie odczuwając głodu, nie zjedzą niczego wartościowego. Z kolei łakomczuszki, które pochłoną wszystko, co dostaną, mogą nabawić się otyłości. 

 

Nie cieszmy się, że ,,niejadek” zjada cokolwiek… ,,ufff nie umrze z głodu”. To błędne koło. Poczekajmy aż zgłodnieje, nie proponujmy nic, aż do kolejnej pory posiłku i podajmy coś naszpikowanego wartościami odżywczymi.

Danie, w którym znajdziemy białko, tłuszcz, węglowodany, witaminy i sole mineralne – niezbędne dla szybko rosnącego i rozwijającego się organizmu!

 

 

Jak uczyć dobrych nawyków żywieniowych od niemowlęctwa ?

( Jeśli masz starsze dziecko, wiele z tych rad również i Tobie się przyda.)

Po ok. pół roku karmienia wyłącznie mlekiem, zaczynamy wprowadzać stałe pokarmy ( zgodnie z określonymi wytycznymi, ale dziś nie o tym).

Planujemy posiłki i dążymy do zwiększania ich regularności. Im dziecko jest starsze i bardziej świadome, lepiej się z nim znamy i komunikujemy, tym łatwiej jest ustalić, o jakiej porze podamy jedzenie.

Nie proponujemy nic pomiędzy tymi określonymi porami, a starszym dzieciom nie pozwalamy na podjadanie (Pamiętam, jak mama zawsze nam mówiła, że nie możemy otworzyć teraz tej czekolady, bo za pół godziny będzie obiad ).

Podajemy dane warzywo/owoc/inny produkt wielokrotnie, w różnych formach:

( Dziecko odmówiło kilka razy parowanego kalafiora?  Zblendujmy go, np. z dodatkiem ziół albo w towarzystwie ziemniaka, a może sera?  Albo podajmy tylko jeden kęs tego pokarmu, a po nim zupełnie coś innego.)

To niechęć do nowego. Regularne próbowanie powinno zmniejszyć taki opór.

Nie zmuszamy, ale nie rezygnujemy i powtarzamy podejście innym razem, aż trafimy na dzień, kiedy dziecko zje to z chęcią.

Urozmaicamy dania, eksperymentujemy ze smakiem:

Przygotowujemy produkty na wiele sposobów: pieczemy, grillujemy, gotujemy, dusimy, a innym razem smażymy.

Wykorzystujmy różne kształty, kolory, jak najczęściej nowe smaki i zapachy.

Nie boimy się ziół i dobrego doprawiania – niektóre dzieci nie lubią mdłych potraw, a uwielbiają pikantne dania – z rozsądkiem!

Zasiadajmy razem do stołu. Ono w swoim stabilnym krzesełku. Od początku budujemy pozytywne skojarzenie wspólnych posiłków, czyli też:

Nie krzyczmy i nie komentujmy, jak mało zostało zjedzone, a ile być powinno… Lepiej powiedzmy, że zależy nam na spróbowaniu wszystkiego po trochu. Małe porcje są lepiej akceptowane.

Nie wpychamy jedzenia, szanujemy odmowę.

Nie okazujemy swoich emocji – zmartwienia z tego powodu, że dziecko nie chce jeść. Cały czas pokerowa twarz. Znowu czas na zamianę w świetnego psychologa – maluch musi  zobaczyć, że niejedzeniem wcale nie zyskuje więcej naszej uwagi.

Pozwalamy jeść rękami, jeśli dziecko dopiero zaczyna tę przygodę.

Angażujmy je w przygotowywanie dań ( będzie ciekawe, co wyszło ze wspólnego gotowania i chętniej spróbuje ) oraz nakrywanie do stołu.

Niech posiłki nie trwają zbyt długo.

Co ze słodyczami?

Przekonajmy wszystkie babcie, ze dziecko jeszcze nie jest uzależnione od cukru, tak jak my. Nie dostaje ślinotoku na widok ciasteczek i wcale nie cierpi z tego powodu, że rodzice nie podają mu słodkiego…

Oczywiście opóźniajmy podawanie słodyczy, ile się da, ale też nie udawajmy, że nie istnieją.

Kiedy ich istnienie wyjdzie na jaw, pozwalajmy jeść je na określonych przez nas warunkach i to regularnie, żeby dziecko nie rzucało się na słodkości, gdy gdzieś się z nimi zetknie. Niech będą drobnym element normalnego jadłospisu, a nie zakazanym owocem, np. do śniadania kilka kostek czekolady, albo w weekend kawałek wspólnie upieczonego ciasta ( np. tego. Co daje dziecku wspólne pieczenie?). Będzie umiało panować nad apetytem na słodycze, bo mamy takie czasy, że cukier jest wszędzie i w nadmiarze…, a wszyscy dookoła jedzą słodycze i nie uchronimy przed nimi dziecka.

 

Każdą z tych rad trzeba rozpatrzyć indywidualnie i dostosować do wieku dziecka.

Trochę więcej naszej pracy na początku zwiększy szansę na to, że będzie ,,normalnie” zjadało posiłek. Wtedy i my mamy z tego więcej radości, spokoju przy stole, a nie tylko wieczną walkę o każdy kęs.

Lepsze odżywianie, to też mniej chorób – mniej zwolnień z pracy, wizyt u lekarzy i w aptekach…

Chyba warto trochę podszkolić się w byciu ekspertem ds. żywienia rodziny?

 

Tutaj wpis o różnych problemach z jedzeniem i zmianach apetytu dziecka -> klik

Zapraszam Cię do subskrypcji bloga ( przycisk po lewej stronie) i udostępniania wpisu, a także na instagram fanpage na FB.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.