Macierzyństwo

O czym musi pamiętać matka karmiąca, gdy wyjeżdża bez dziecka na dwa dni? Romans z laktatorem.

Ostatnio pisałam o nocnym karmieniu. i o tym, że całonocny wyjazd dla mamy karmiącej piersią to nie najlepszy pomysł.

Po ostatnim doświadczeniu moje zdanie na ten temat się nie zmieniło.

Cudownie jest wyrwać się z domu, zatęsknić i przeżyć dzień inaczej niż zwykle.

Wybierając się w czterogodzinną podróż z noclegiem, zostawiając dziecko na całe dwa dni, jest jedno podstawowe utrudnienie. Laktacja.

Zamiast integrować się i poznawać z ludźmi na kursie ( bo tam wybrała się opisywana karmicielka ), zaprzyjaźniasz się raczej z laktatorem… To z nim spędzasz każdą przerwę. Poza tym Twoje piersi dają o sobie znać nie tylko w wyznaczonych przez prowadzącego kurs przerwach… ( Oczywiście karmiąca mama karmiącej mamie nie równa. Ta, która w ciągu dnia czy nocy, częściej przystawia dziecko do piersi, będzie w mniej komfortowej sytuacji, niż ta, która robi to rzadziej).

O skomplikowanej organizacji takiego wyjazdu pisałam wcześniej ( tu ). Dziś dodam coś jeszcze o noclegu poza domem. Bez dziecka. Bez szykowania kolacji, walki w kąpieli, wieczornych humorków i usypiania:

Kładziesz się spać w hotelowym łóżku i nie możesz nacieszyć perspektywą nocy bez pobudek. Niestety początkowo nie możesz zasnąć, bo myślisz o tym, że Twoje dziecko zanosi się pewnie płaczem. Że umiera z głodu lub pragnienia, bo przecież gardzi butelką. Nic nie szkodzi, że przed chwilą dzwoniłaś. Że pochłonęło na kolację porządną porcję kaszki z mlekiem modyfikowanym.
Wyobrażasz sobie, że dziecko na pewno spadnie z łóżka, bo śpi z samym tatą, a on ma twardy sen. I jesteś pewna, że pomimo twoich przypomnień o obłożeniu dokładnie miejsca spania poduszkami, nie zrobił tego.

Uspokajasz się. Przecież masz odpowiedzialnego męża. Daje sobie świetnie radę w roli taty. Sama go zachwalasz na tym blogu. Rozluźniona postanawiasz, że spokojnie sobie zaśniesz ( Oczywiście po wcześniejszym użyciu laktatora).

Mhm. W pokoju obok mieszka jakaś wariatka. Na korytarzu jest awantura. Ona musi rano wstać. Jest zmęczona, chce odpocząć, ale telewizor nie działa (Ja też nie widzę związku między odpoczynkiem, a działającym telewizorem). Dostaje się recepcjonistce i jakiemuś panu. Akcja zabiera Ci około 30 minut snu. No tak, pewnie w domu tyle czasu usypiałabyś córeczkę…
Potem kobieta, której tak spieszyło się do odpoczynku w świetle telewizora, pięć razy wychodzi z pokoju i za chwilę do niego wraca. Trzaska przy tym drzwiami najgłośniej jak się da.

Czujesz się jak w ,,Dniu świra”. Zasypiasz, ale w środku nocy budzi Cię dziwne uczucie, jakby pewna część ciała miała za chwilę eksplodować. Znowu z pomocą przychodzi Twój przyjaciel na te dni – laktator.
Rano sytuacja się powtarza. W kolejnym dniu szkolenia też. I w czterogodzinnej drodze do domu nadal raczej nie jest komfortowo.

Jasne. Da się to przeżyć.

Jednak czasami, jeśli mamy możliwość, lepiej odpuścić, niż zwyczajnie się męczyć. I chodzi też o kwestię zdrowotną. Można nabawić się zatkania ujścia kanalika mlekowego, zastoju pokarmu i zapalenia piersi, więc romans z laktatorem i nieuciskający stanik obowiązkowe.

Lepiej wyjeżdżać na jakiś czas, z całymi tymi ,,atrakcjami”, niż z tego powodu rezygnować z karmienia piersią.

I oczywiście widok dziecka po dwóch dniach rozłąki, jego stęskniony przytulas ( trwający dwa dni), rekompensuje cały ból. To coś jak z porodem.

Jeśli miło Ci się czytało i uważasz, że moje treści mogą być dla Ciebie przydatne, to nie bój się – subskrybuj bloga ( przycisk po prawej stronie), obserwuj instagram lub polub fanpage na FB. Bądźmy w kontakcie.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.